Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Telefon ma zbyt wiele wad, by go traktować jako narzędzie do komunikacji - sądzono pod koniec XIX wieku. / fot. Shuttersotck
Byłbym jednak w lepszej sytuacji, gdyby pytano mnie o prognozy dotyczące polityki lub połowów okoni, ponieważ nic nie zmienia się szybciej i w sposób mniej nieprzewidywalny niż właśnie technika użytkowa.
Każdemu, kto pokusi się o przewidywania, grozi, że kiedyś wyjdzie na głupka.
Ale nie każdy rodzaj prognoz narobi nam po latach wstydu. Niebezpieczne są stwierdzenia, że coś jest niewykonalne lub nigdy nie będzie działać; o wiele mniej ryzykowne natomiast przewidywania, że coś będzie. Jeśli okaże się, że miałeś rację, okrzykną cię geniuszem. Jak choćby Juliusza Verne'a, który pisał o łodziach podwodnych z napędem elektrycznym, wiadomościach telewizyjnych, żaglach słonecznych, „fonotelefotach” (wideotelefonach), „reklamie atmosferycznej” (napisach na niebie) i „elektrycznych narzędziach przymusu” (tazerach).
Albo Arthura C. Clarke'a, który przewidział „newspad” (iPad), Raya Bradbury'ego ( „muszelkowe radio” - słuchawki douszne), Isaaca Asimova (kieszonkowe kalkulatory) czy George'a Orwella (kamery przemysłowe).
A jeśli się pomylimy, czy ktokolwiek będzie miał nam za złe? W końcu, nawet jeśli coś przepowiedzieliśmy, a tego wciąż nie ma, zawsze możemy się obronić: „Na razie”!
A oto zasada druga - historia lubi się powtarzać. Wiadomo z doświadczenia, że pewne trendy są praktycznie ponadczasowe. Na przykład, jeżeli coś istnieje w wersji czarno-białej, po jakimś czasie pojawi się w kolorowej - tak było z fotografią, filmem, telewizją. Zatem w 1970 roku można było w ciemno prognozować upowszechnienie się kolorowych czasopism. Z kolei technikę analogową nieodmiennie wypiera cyfrowa (przykładem - nagrania audio, wideo, zdjęcia). Stąd w 1990 roku spokojnie można było przepowiadać powstanie telewizji cyfrowej i czytników e-booków. Wiemy też, że w miarę rozwoju Internetu coraz więcej urządzeń wyposaża się w dostęp do tej sieci. Nie popełnimy więc błędu, twierdząc, że rzeczy, które na razie z reguły nie mają takiej funkcji - samochody, sprzęt AGD, odzież - będą ją wkrótce miały.
Jeśli chcielibyśmy z kolei wieszczyć czemuś kres, bezpiecznie jest polegać na ekstrapolacji widocznych trendów. Wystarczy przyjrzeć się, jak żyją świeżo upieczeni absolwenci studiów wyższych, i przyjąć, że to jest właśnie przyszłość. Nie prenumerują prasy drukowanej ani nie zakładają telefonów stacjonarnych. Jeśli chcą coś sfilmować, robią to komórką lub aparatem cyfrowym, nie kamerą wideo. A jeśli chcą obejrzeć film, to ściągają go z Internetu.
Ponadto oczekują, że wszystko będzie na życzenie - piosenki, książki, czasopisma, programy telewizyjne, filmy - i tylko skończony głupiec liczyłby na to, że ta tendencja się odwróci.
Ale co z konkretnymi urządzeniami? Czy dałoby się jakoś przewidzieć, co będziemy nosić w kieszeni w 2020 roku? Jak będą wyglądać następcy iPhone'a, iPada i Wii?
Przypuszczalnie nie. Gdyby było to możliwe, firmy elektroniczne nie odnotowywałyby spektakularnych porażek w rodzaju Microsoft Zune, BlackBerry PlayBook czy telefonu satelitarnego Iridium.
A tak prawdę powiedziawszy, to całe szczęście, że nie potrafimy przewidywać przyszłości - skoro nie wiemy, czy coś okaże się sukcesem, czy porażką, nie ustajemy w innowacjach. Bo jak powiedział Alan Kay: „Najlepszym sposobem, by trafnie przewidzieć przyszłość, jest samemu ją wynaleźć”.
David Pogue
Artykuł pochodzi z marcowego numeru "Świata Nauki".
Czytaj także:
Ocena:
2 głosy
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

SUPERMÓZG.pl - bądź na bieżąco z najświeższymi doniesieniami naukowymi
Przykładowy newsletterNajczęściej czytane