społeczeństwo

Zabójstwo, które wstrząsnęło światem

Discovery Historia
27.01.2012 03:30
A A A Drukuj
Martin Luther King Jr. źródło: Discovery Historia
Martin Luther King stał się jednym z największych symboli walki z dyskryminacją rasową w XX wieku. Za realizację snu o równości wszystkich obywateli USA zapłacił jednak bardzo wysoką cenę. 4 kwietnia 1968 roku zginął w Memphis od kuli wystrzelonej przez białego zamachowca. Dziś wiemy znacznie więcej o okolicznościach tego szokującego zdarzenia.

Formalne zniesienie niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych Ameryki nastąpiło w 1865 roku wraz z wprowadzeniem do Konstytucji tzw. XIII poprawki. Pomimo tego rewolucyjnego kroku - który był następstwem starań prezydenta Lincolna oraz sukcesu podległej mu unionistycznej armii w wojnie secesyjnej - w wielu regionach USA segregacja i rasizm nadal pozostawały palącym problemem społecznym.

Sto lat po zakończeniu bratobójczego konfliktu, który pochłonął ponad 600 tys. istnień ludzkich, czarna ludność nadal musiała walczyć o prawo do godnego traktowania. Fundamentalną rolę w tej batalii odegrał dr teologii Martin Luther King Jr.

Baptystyczny pastor swoją pozbawioną przemocy krucjatę na rzecz równouprawnienia - wzorowaną na filozofii „biernego oporu” Mahatmy Gandhiego - rozpoczął w latach 50. XX wieku, organizując pokojowe wiece w miastach na południu USA. Jednak dopiero 250-tysięczny marsz na Waszyngton w sierpniu 1963 roku sprawił, że problem dyskryminacji i ubóstwa Afroamerykanów został dostrzeżony przez media i szersze kręgi polityków. Płomienna mowa wygłoszona przez Kinga pod Pomnikiem Lincolna („I have a dream”) przeszła do historii, a sam pastor stał się dla milionów czarnoskórych obywateli wręcz ikoną. W kolejnych latach do haseł równościowych laureat pokojowej nagrody Nobla z 1964 roku dołożył również treści pacyfistyczne, wyrażające dezaprobatę wobec zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w wojnę w Wietnamie. Wszystko to sprawiło, że przez władze był on traktowany jako wróg publiczny nr 1.

Polub nas na Facebooku i bądźże oświecony!

Pod koniec marca 1968 roku Martin Luther King postanowił wesprzeć strajkujących pracowników służb oczyszczania w Memphis w stanie Tennessee. Od blisko 2 miesięcy protestowali oni przeciwko złemu traktowaniu przez miejskie władze. Zorganizowany przez pastora pokojowy marsz poparcia szybko jednak przekształcił się w zamieszki, które zostały brutalnie stłumione przez policję. Jedna osoba zginęła, a ponad 60 zostało rannych. W ich następstwie władze zakazały wszelkich zgromadzeń publicznych oraz wprowadziły wojsko do dzielnic zamieszkałych przez Afroamerykanów, a dobra reputacja Kinga została mocno nadwątlona. Lider ruchu równościowego postanowił 3 kwietnia wrócić do Memphis, by bronić swojej filozofii działania i zademonstrować, że poprzez pokojowe marsze może doprowadzić do realizacji postulatów społecznych i ekonomicznych. W tym samym czasie do miasta przybył również zamachowiec - James Earl Ray.

Kim był Ray? Białym, 40-letnim mężczyzną, samotnikiem, zbiegiem z więzienia stanowego w Missouri. Tuż po II wojnie światowej pełnił służbę w jednostce wojskowej w Niemczech Zachodnich, w trakcie której był wielokrotnie karany dyscyplinarnie za nadużywanie alkoholu. Po powrocie do USA również był częstym „gościem” w zakładach penitencjarnych. Paleta dokonanych przez niego przestępstw była bardzo szeroka - od oszustw po napady z bronią w ręku. Po przyjeździe do Memphis zamachowiec wynajął pokój w tanim hotelu, który upodobali sobie alkoholicy i ludzie podejrzanego autoramentu. Wybór tego osobliwego miejsca nie był przypadkowy, gdyż znajdowało się ono w sąsiedztwie motelu „Lorraine”, w którym King oczekiwał na wydanie przez władze miejskie pozwolenia na organizację kolejnego marszu.

Co ciekawe, Ray już od samego początku swoim dziwnym zachowaniem zaczął skupiać na sobie uwagę innych ludzi i zostawiać szlak dowodów, na które z łatwością natrafili potem śledczy. Uwagi prowadzącej hotel Bessie Brewer nie uszło m.in. to, że James Earl - w przeciwieństwie do innych lokatorów - był ubrany w garnitur i płacił 20-dolarowymi banknotami, które miał zwinięte w rulon. Był ponadto wyraźnie zmieszany, gdy podczas rejestracji podawał imię i nazwisko, oczywiście fałszywe. Również sprzedawca Ralph Carpenter, u którego Ray kupił lornetkę, zapamiętał schludnie ubranego nieznajomego, który miał pokaźny rulon 20-dolarówek i zasiadał za kierownicą białego Forda Mustanga.

Punkt obserwacyjny zamachowiec urządził w ogólnodostępnej łazience na końcu korytarza. Tam też wyczekiwał momentu, kiedy pastor opuści swój motelowy pokój. Stało się to 4 kwietnia około godz. 18.00. Ray, aby uzyskać lepszą pozycję do strzału, wszedł do wanny, zostawiając przy tym bardzo wiele wyraźnych odcisków palców. Dokładnie o godz. 18.01 pociągnął za spust. Kula trafiła Martina Kinga w prawą część twarzoczaszki, uszkodziła rdzeń kręgowy i utkwiła w lewej łopatce. Pastor jednak nadal żył. Szybko został przewieziony do szpitala św. Józefa, jednak lekarzom - pomimo usilnych starań - nie udało się go uratować. O godz. 19.05 ogłosili oni jego zgon. Nawiasem mówiąc czarnoskóry intelektualista nie był jedyną śmiertelną ofiarą zbrodniczego incydentu. Dwie godziny po zamachu, pod wpływem silnych emocji i szoku, na wylew krwi do mózgu zmarła bowiem Lorraine Bailey - właścicielka motelu, w którym zatrzymał się King.

Wiadomość o postrzeleniu laureata nagrody Nobla szybko obiegła cały świat, wywołując smutek i niedowierzanie. Burmistrz Memphis wprowadził w mieście godzinę policyjną, obawiając się rozruchów ulicznych. Jak się okazało, te jednak były nie do uniknięcia. Pomimo apeli władz w 130 amerykańskich miastach w całym kraju w ciągu kilku godzin od zabójstwa pastora doszło do zamieszek. Paradoksalnie, najważniejsza zasada Kinga - mówiąca o pokojowej walce bez użycia przemocy - po raz kolejny została naruszona.

Sam James Earl Ray chwilę po oddaniu strzału opuścił w pośpiechu hotel. Wiedząc, że trwa obława, i nie chcąc zostać złapanym z narzędziem zbrodni w ręku, porzucił pakunek z karabinem i innymi rzeczami na ulicy. Następnie wsiadł do swojego Mustanga i opuścił Memphis. Dzięki zeznaniom świadków śledczym szybko udało się ustalić rysopis zabójcy oraz dopasować kulę wyjętą z ciała Kinga do znalezionej broni, na której znajdowały się odciski palców Raya. Przestępca został ujęty dwa miesiące później - 8 czerwca 1968 roku - na londyńskim lotnisku Heathrow, kiedy na fałszywym kanadyjskim paszporcie na nazwisko Ramon George Sneyd próbował opuścić Wielką Brytanię. Ray początkowo przyznał się do zabójstwa Kinga, ale wraz z upływem czasu zaczął wycofywać się ze złożonych zeznań. W 1969 roku został skazany na 99 lat więzienia. W całej sprawie pozostaje jednak wiele intrygujących pytań. Czy James Earl Ray był tzw. samotnym wilkiem, a może działał na czyjeś zlecenie? Wszak „neutralizacja” pastora była na rękę wielu środowiskom. Czy ktoś pomagał mu w ucieczce za granicę i ukrywaniu się przed wymiarem sprawiedliwości? Odpowiedzi na nie na pewno nie padną z ust samego zamachowca, który zmarł w zakładzie karnym w 1998 roku.

Dwudzieste stulecie obfitowało w przełomowe momenty, które na zawsze zmieniły rzeczywistość i wpłynęły na losy milionów ludzi. Te najważniejsze i najbardziej dramatyczne zostaną omówione w programie „Wydarzenia, które wstrząsnęły światem”. Emisja w piątki, o godz. 21.00 na kanale Discovery Historia.

Czytaj także:

Historia pogodą pisana

Gdzie jest Amundsen?

Najbardziej zagadkowa czaszka świata

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy