społeczeństwo

Pomologia stosowana. Wrażenia z rejsu fanów MacUstrojstw

ak
29.07.2010 13:34
A A A Drukuj
MacMania to dziesięciotygodniowy rejs dla miłośników "jabłuszek" / fot. Shutterstock

Sala wykładowa z lekka się kołysała, gdy prelegent zmierzał w stronę mównicy. Byłem spokojny - w lewej ręce ściskałem iPhone'a, a na kolanach trzymałem drugą oznakę przynależności klanowej - MacBooka.

Laptop był całkiem nowy, kupiony specjalnie na tę okoliczność. To było konieczne - w przeciwnym razie reszta grona szybko by się zorientowała, kim naprawdę jestem - od ćwierćwiecza wiernym użytkownikiem pecetów - i wylądowałbym za burtą. Uczestniczyłem bowiem w imprezie MacMania dziesięciotygodniowym rejsie dla miłośników jabłuszek.

Na początku maja wraz ze 102 macfanami wszedłem na pokład należącego do linii Holland America statku m/s "Veendam" zmierzającego z Nowego Jorku na Bermudy. W latach 2008-2009 też pływałem takim statkiem, wówczas jednak jako prelegent odbywających się pod egidą Scientific American serii imprez edukacyjnych Bright Horizons, a organizowanych przez biuro podróży Insight Cruises. Organizuje ono również coroczną MacManię, a także inne rejsy tematyczne - dla miłośników opery, astronomii czy patchworków. I stąd jego adres internetowy: geekcruises.com.

Prześladowana mniejszość

Poprzedniego lata, gdy mój stary, zwyczajny telefon komórkowy tylko-do-dzwonienia-sms-owania-i-pstrykania-nieostrych-zdjęć przemókł podczas burzy i ostatecznie odmówił posłuszeństwa, kupiłem po raz pierwszy produkt Apple'a - iPhone'a. I praktycznie przyrósł on do mojej lewej dłoni. Wyczytawszy zatem, że w programie tegorocznej MacManii przewiduje się serię wykładów o tym, jak w pełni wykorzystać możliwości tego gadżetu, postanowiłem popłynąć, tym razem na własny koszt i z nowym Mac-Bookiem, aby nie uronić ani krzty z tego, co zostanie powiedziane także i o tym wspaniałym urządzeniu.

Moi współtowarzysze byli takimi piewcami Apple'a, że jakies trzy czwarte z nich, sądząc z liczby podniesionych rąk, zdążyło się już zaopatrzyć w kolejny supergadżet - iPada. Aczkolwiek, prawdę mówiąc, już sama ich obecność na statku nie pozostawiała żadnych wątpliwości co do wierności firmie z Cupertino. Jeden z prelegentów, David Pogue, pisujący felietony o nowinkach technicznych do New York Timesa, tak zwrócił się do słuchaczy: "Wy, którzy macie takiego fioła na punkcie Apple'a, że wybuliliście kupę kasy, by znaleźć się w gronie podobnych sobie członków prześladowanej mniejszości".

Większe spodnie wskazane

Pomimo niewątpliwej pomofilii niektórzy zgłaszali jednak pewne zastrzeżenia. Sal Soghoian, kierownik marketingu z działu zajmującego się AppleScriptem, skarżył się na błyszczący ekran iPada: "Mam dość widoku własnego nosa". Na co jakiś dowcipniś z sali krzyknął: "Przecież wystarczy porządnie zapalcować!".

Odciski palców na ekranie i obudowie to całkiem realny problem, lecz jak wyjaśnił Pogue, mówiąc o iPhonie: "On jest pokryty olefobową powłoką, tylko chyba w Apple'u znaczy to co innego niż zwykle". I pokazał słuchaczom brudny ekran swojego telefonu. "Widzicie, jaki zatłuszczony? Ale proszę - wystarczy go przetrzeć kawałkiem miękkiej tkaniny (w tym momencie wytarł aparat o nogawkę spodni) i już jest OK. Tłuste ślady zniknęły. To samo dotyczy iPada, chociaż, jak zauważył Pogue: "Spodnie muszą być nieco obszerniejsze".

Odciski palców to drobiazg. Rzeczywisty fanatyzm zgromadzonych ujawnił się jednak, gdy Andy Ihnatko, spec od nauki i techniki w Chicago Sun-Times oraz konstruktor macquarium (prawdziwego akwarium z obudowy starego maca), mocując się przez chwilę z podłączeniem swojego MacBooka do systemu audiowizualnego statku, wymamrotał pod nosem: "Z Windows 7 nie byłoby takich problemów". Zewsząd rozległy się gniewne okrzyki i nie wiadomo, czy nie skończyłoby się linczem prelegenta, gdyby ten w porę nie dodał, że to był tylko żart.

Innym wyrazem skłaniającej do poświęceń miłości do maców było pożądanie gadżetu z logo Apple'a. Dyrektor wydawniczy magazynu Macworld Jason Snell zaoferował koszulkę polo z firmowym jabłuszkiem każdemu, na kogo będzie pasował rozmiar XXXL, który Soghoian nazwał wprost "rozmiarem programisty". Żądny posiadania takiej samej koszulki, jaką Steve Jobs, chwała jego imieniu, nosi podczas swoich prezentacji, jeden ze słuchaczy krzyknął: "Mogę przytyć!". Odniósłby zresztą wtedy dodatkową korzyść - jego spodnie nadawałyby się do wycierania iPada.

Ominąć prawo

Łatwo przybrać na wadze podczas takiego rejsu. Ale między posiłkami serwowanymi sześć razy dziennie można się też czegoś pożytecznego dowiedzieć. Na przykład, jak legalnie kopiować filmy z płyt DVD. A mianowicie - jak twierdzi Snell - ustawa Digital Millennium Copyright Act stanowi, że napisanie oprogramowania do kopiowania filmów to przestępstwo. Jest nim również, według Motion Picture Association of America, stowarzyszenia amerykańskich studiów filmowych, używanie takiego oprogramowania. Mimo to, zdaniem niektórych prawników, jeśli kupimy DVD z filmem (jak ...i sprawiedliwość dla wszystkich, Dwunastu gniewnych ludzi bądź Firma) i po skopiowaniu wgramy dzieło na iPhone'a do ściśle osobistego użytku, to prima facie res ipso loquitur sic semper tyrannis prawa nie naruszymy. Zwłaszcza kiedy wykonamy tę operację, znajdując się na wodach międzynarodowych.

STEVE MIRSKY

Artykuł pochodzi z sierpniowego numer "Świata Nauki":

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Komentuj, dodawaj zdjęcia i znajomych!