Turysta i goryle górskie w parku Bwindi, screen z filmu: http://youtu.be/hg2hCuDy2wg
Hitem popularnonaukowych serwisów na świecie stało się nagranie z Parku Narodowego Bwindi w Ugandzie. Dwoje turystów wybrało się na poranny spacer po kempingu i zapoznało się z grupą goryli górskich. Zwierzaki były w świetnych humorach.
Spotkanie nagrał inny turysta. Prawdziwa "akcja" zaczyna się w 2:30.
Jak wyjaśnia autor nagrania, goryle pojawiają się obozie turystów rzadko, tylko kilka razy do roku. Podróżnicy przed wejściem do parku są instruowani, jak zachować się na wypadek spotkania z gorylami górskimi. John (tak nazywa się wygłaskany przez goryle szczęściarz) przestrzegał ich dokładnie. Zachował spokój i ograniczył swoje ruchy do minimum.
Mimo, że spotkanie z największymi małpami człekokształtnymi na świecie może być w pierwszej chwili przerażające, to Johny może mówić o ogromnym szczęściu. Warto przypomnieć, że gatunek Gorilla beringei beringei jest zagrożony wyginięciem.
Tych mogących ważyć nawet 200 kg olbrzymów zostało już tylko ok. 790 sztuk. Żyją w dwóch miejscach: w górach Wirunga i właśnie w lesie Bwindi.
Co ciekawe dzielą one z człowiekiem aż 97 proc. kodu DNA. Niestety bliskie pokrewieństwo nie zniechęciło człowieka do polowań ten gatunek. Goryle górskie znajdują się obecnie na skraju wyginięcia. Tylko ludzie mogą go teraz ocalić. I to właśnie tacy bogaci turyści jak John. Pobyt w parku Bwindi lub Wirunga (tam również żyją goryle) to koszt ok. 400-500$ za dzień. Większość dochodu zostaje przeznaczona na ochronę tych zwierząt.
I póki co udaje się. Populacja w Bwindi latach 1997-2006 zwiększyła się z 320 do 340 goryli.
gdyby Zapatero jeszczed chwilę porządził to w Hiszpanii mieliby nadane takie same prawa jak ludzie... Kampania promująca już przeciez trwała i gdyby nie kryzys to goryle miałby prawa wyborcze...
Jak jest film z gołą d*** to lista komentarzy nie ma końca. A tutaj 3, z czego jeden napisany przez osobę ociężałą umysłowo, zgodnie z zasadą "jak nie ma gołej d*** to trzeba znaleźć coś interesującego. Swoją drogą trzeba być ciężkim przygłupem, żeby prawie przez minutę wpatrywać się w czyjeś krocze w poszukiwaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie: "popuścił czy się spocił?".
A sama przygoda jest super.