Gdyby obecne tempo utrzymało się, całkowity wzrost poziomu mórz od 1990 do 2100 r. wyniósłby przynajmniej 3 m. Może też dojść do gwałtownego rozpadu i zapadnięcia lądolodu tworzącego Grenlandię i Antarktydę, a wtedy poziom morza podniósłby się nawet o 5-6 m! Według najbardziej optymistycznych scenariuszy, przed końcem tego wieku poziom wód morskich ma się podnieść o ok. 75 cm.
Bez względu na to, czy zgadzamy się, że zjawisko to wynika z działalności człowieka (emisji gazów cieplarnianych), czy uznamy je za naturalną kolej rzeczy (okres cyklicznego ocieplenia klimatu), podnoszenie poziomu wód oceanicznych jest faktem. Jego skutki już za 70-80 lat dotkliwie odczują setki milionów osób (!).
W oczywisty sposób najbardziej narażeni są mieszkańcy terenów przybrzeżnych, a szczególnie delt rzecznych, a niestety tak się składa, że są to właśnie najgęściej zaludnione obszary. Zagrożone są także niewielkie wyspy, które w ogóle mogą zniknąć z map.
Osoby zamieszkujące tereny, które w ciągu kilkudziesięciu lat zostaną zalane, czekają przymusowe przesiedlenia. Zamieszkiwane przez nich kraje będą musiały poradzić sobie nie tylko ze znalezieniem nowego zakwaterowania dla przesiedleńców, ale również wieloma poważnymi konsekwencjami ekonomicznymi i ekologicznymi.
Które państwa ucierpią najbardziej? Są one rozproszone po całym świecie:
- Ameryka Środkowa - kraje, takie jak: Bahamy, Kuba, Portoryko czy Jamajka;
- Ameryka Południowa - Surinam, Gujana, Gujana Francuska;
- Afryka - np. Mauretania, Senegal, Tunezja i Egipt (głównie za sprawą Nilu);
- Azja - m.in. Wietnam, Tajlandia, Tajwan, Malediwy, i szalenie gęsto zaludniony Bangladesz;
- Europa - zagrożona jest Holandia, której 1/4 powierzchni leży już poniżej poziomu morza, jednak kraj chroni rewelacyjnie rozwinięty system grobli.
Marta Żylicz
Zobacz także:
Przerażające skutki ocieplenia
























