Wrocław, 22.03.1989 r. Podczas zorganizowanego przez Ruch Wolność i Pokój marszu wielkanocnego milicja obdarowywana była kwiatami, fot. Mieczysław Michalak/AG
Prawdziwy pokój jest możliwy tylko w warunkach wolności, a prawdziwa wolność urzeczywistnia się tylko w warunkach pokoju - pisze Hanka Nowicka.
To nie jedyna idea, na którą powoływał się ruch "Wolność i Pokój". Obok myśli z orędzia Karola Wojtyły, w deklaracji założycielskiej ruchu z 1985 roku znajdziemy też wpływy Gandhiego i Bakunina. O dziejach pierwszego polskiego ruchu łączącego hasła pacyfistyczne z ekologicznymi opowiadały osoby związane z WiP, goście panelu Instytutu Pamięci Narodowej.
- Byliśmy bardzo pluralistyczni i wewnętrznie tolerancyjni - wspomina Radosław Gawlik, były Minister Ochrony Środowiska. Młodych ludzi o skrajnie różnych światopoglądach łączyło wspólne stanowisko wobec służby wojskowej i ekologii.
- Nie płaciliśmy grzywien, oddawaliśmy książeczki wojskowe, odmawialiśmy służby wojskowej lub złożenia przysięgi na wierność sojuszowi ze Związkiem Radzieckim - wymienia Leszek Budrewicz, dziennikarz i poeta.
Kilkadziesiąt osób w drugiej połowie lat 80. zablokowało rządowy plan budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu, wśród członków WiP nazywanego "Żarnobylem". Ponadto udało się zablokować plan utworzenia składowiska odpadów nuklearnych w bunkrach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego i doprowadzić do zamknięcia huty Siechnice i, generowanego przez nią, składowiska metali ciężkich tuż obok ujęcia wody pitnej dla Wrocławia. Chociaż nieliczni i rozsiani po całej Polsce, byli niezwykle skuteczni. Dzięki nagłośnieniu postulatów WiP przez Radio Wolna Europa, w comiesięcznej demonstracji we Wrocławiu (w listopadzie 1988) w sprawie Siechnic wzięło udział łącznie pięć tysięcy osób.
Służby Bezpieczeństwa traktowały ruch śmiertelnie poważnie. - Jedną z największych satysfakcji życiowych daje mi fakt, że władza była wobec nas kompletnie bezradna - komentuje Bartłomiej Sienkiewicz, współtwórca Ośrodka Studiów Wschodnich. Analizy SB mówiły jasno, że nasilenie represji przynosiło odwrotny skutek do zamierzonego.
Polityka i ekologia w działalności WiP była ściśle powiązana. Każde wystąpienie publiczne w PRL było aktem politycznym; nawet jeśli protestowano w interesie ogółu (hasło: Milicjanci piją zatrutą wodę). WiP miał także kontakty z Zielonymi na Zachodzie. - Przyjeżdżali na nasze demonstracje, żeby się dać zamknąć na kilka godzin i tym samym uwiarygodnić przed własnymi wyborcami - wspomina Leszek Budrewicz.

Ruch nie znalazł kontynuatora po transformacji. A przecież mimo zmiany tekstu roty w 1988 i ustanowienia wojskowej służby wojskowej zastępczej rok później, niektóre postulaty WiP pozostały aktualne. - Zadziwiający jest ten renesans energetyki jądrowej. To nie jest nowoczesna technologia! - przekonywał Radosław Gawlik.
Głosy z sali uskarżały się na nieczyste intencje niektórych spośród współczesnych ruchów ekologicznych. Wspominano kwestię blokowania inwestycji w Warszawie w celu wyłudzenia pieniędzy oraz oczywiste konflikty między ekologami a ludnością lokalną. - Zawsze trzeba starać się o kompromis. My wtedy działaliśmy w porozumieniu z mieszkańcami - mówi Leszek Budrewicz.
- Dla mnie to była najlepsza lekcja działania obywatelskiego - dopowiada Mariusz Maszkiewicz, późniejszy ambasador Polski na Białorusi.
Ekologia czy polityka? Protesty ekologiczne w PRL, IPN, 23. września







