Gazeta.pl > supermozg >  medycyna

Czy możemy wierzyć własnym oczom?

Człowiek bezwzględnie wierzy w to, co widzi - czy słusznie?

Wzrok to jeden z naszych najważniejszych zmysłów. Dzięki niemu wiemy jak wygląda przestrzeń wokół nas. Jednak nie wszystko rejestrujemy tak samo, jak to wygląda w rzeczywistości. Naszej uwadze może umknąć na przykład obecność goryla popisującego się na meczu koszykówki.

Informacje o tym, co dzieje się wokół trafiają z prędkością światła do naszych oczu i pozwalają szybko reagować na zmieniającą się sytuację. Na wzroku polegamy jak na Zawiszy - bezwzględnie wierzymy w to, co widzimy. Używamy nawet niezbitego argumentu, mówiąc: "widziałem to na własne oczy".

Czy powinniśmy jednak w stu procentach ufać we wszystko co widzimy i czy możemy mieć pewność, że patrząc widzimy wszystko co wokół nas się dzieje? Czy możliwe są rozbieżności między rzeczywistością a jej obrazem? Trzeba pamiętać o tym, że tak jak wszystkie inne wrażenia zmysłowe także obraz, który "widzimy" tworzony jest dopiero w naszym mózgu i w gruncie rzeczy jest tylko swoistą interpretacją informacji zawartej w docierających do nas promieniach światła.

Przetwarzanie tej informacji w naszym najbardziej osobistym komputerze jest dość specyficzne. Patrząc, mamy wrażenie, że widzimy wyraźnie wszystko co nas otacza, tymczasem ostry obraz widziany jest tylko w miejscu, na które kierujemy wzrok. Reszta, widziana kątem oka pozostaje niewyraźna, ale wyobrażenie o niej jest uzupełniane szczegółami, które pamięta nasz mózg. W spuściźnie po naszych przodkach odziedziczyliśmy też mechanizmy, które pozwalały im przeżyć. Jeden z nich polega na przyciąganiu naszego wzroku i uwagi przez wszelki ruch w otoczeniu. Inny, na szybkim rozpoznawaniu przedmiotów na podstawie ich konturów, z pominięciem mniej ważnych cech, takich jak barwa czy faktura.

Wszystkie te uwarunkowania unaocznił spektakularny eksperyment przeprowadzony przez Amerykanów. Licznemu audytorium wyświetlono nagranie wideo, na którym kilku koszykarzy podawało sobie piłkę. Na boisku kręcili się też inaczej ubrani cywile, do których jednak piłka nie była podawana. Zadaniem publiczności było liczenie podań. W pewnym momencie pomiędzy graczami pojawił się wielki czarny goryl paradując manifestacyjnie po boisku przez dłuższą chwilę. Nie był drobnym szczegółem, jednak prawie nikt z publiczności w ogóle nie zauważył jego obecności!

I jak tu wierzyć własnym oczom? Inna sprawa, że gdyby na boisku zamiast goryla pojawił się na przykład osioł, każdy zauważył by go od razu.

Dr Jerzy Jarosz

Autor jest fizykiem, pracuje w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, kieruje grupą zajmującą się dydaktyką fizyki i popularyzacją nauki.

 

A tak wygląda powtórka słynnego eksperymentu z gorylem. Policz, ile razy podają sobie piłkę zawodnicy w białych koszulkach.

 

 

Widziałeś goryla? Jeśli nie, to obejrzyj film jeszcze raz.

 

 

Zobacz także eksperyment z tancerką.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Najnowsze
Gwiazdy, które zgasły zbyt szybko

Gwiazdy, które zgasły zbyt szybko

W styczniu upłynęły dwa lata o ...

Naukowcy opracowali superwytrzymałe kable

Naukowcy opracowali superwytrzymałe kable

Chińscy naukowcy opracowali pr ...

POTRZEBNA JEST MODA NA NAUKĘ

POTRZEBNA JEST MODA NA NAUKĘ

Naukę trzeba pokazywać w sposó ...

Strzeż się - w internecie

Strzeż się - w internecie

Kto jest największym zagrożeni ...

Naukowcy bronią Laboratorium

Naukowcy bronią Laboratorium

Telewizja Polska wraz z zaprze ...

Człowiek demolka - czyli ADHD u dzieci

Człowiek demolka - czyli ADHD u dzieci

Od 3 do 5 proc. dzieci w wieku ...

Konkurs

Konkurs "Czego nie widzi ludzkie oko"

Czy zastanawialiście się, jak ...